Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tymianek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tymianek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 marca 2010

Le Orecchiette z kurkami


Uwielbiam zbierać kurki i je jeść. Ogromną frajdę sprawia mi łażenie po lesie (w którym  akurat te grzybki zwykły często rosnąć, rzecz jasna) i wypatrywanie żółtych plamek w mchu. Jeszcze bardziej cieszę się, jak widzę, że mam ich coraz więcej :-). Tak łażę między drzewami i zastanawiam się jak je przyrządzę... Może na śniadanie zrobię jajecznicę z kurkami? Może uduszę je na maśle i podam w śmietanie na obiad? A może  nazbieram ich tyle, że wystarczy mi na wszystko? Chciałbym mieć tylko takie rozterki...


W tym roku udało mi się nawet dwie, czy trzy porcje kurek zamrozić. Prosta sprawa, jeśli nie liczyć ich obierania... Podsmażyłem grzybki (soląc je i pieprząc) na sporej ilości masła, a kiedy woda, która z nich wypłynęła całkiem wyparowała, przestudziłem trochę i rozdzieliłem je do plastikowych pudełek razem z masłem, w którym się podduszały. Pojemniczki zamroziłem. Skarb bezcenny :-). Ale kiedyś trzeba go zjeść.


Porcja dla dwóch osób, bardzo spragnionych kurek:

400 gram uduszonych na maśle kurek
4-6 szalotek
kieliszek białego wytrawnego wina
350 gram śmietany 18%
makaron penne albo le Orecchiette (makaron uszka)
parmezan w kawałku
oliwa z oliwek extra virgin
sól morska i świeżo mielony czarny pieprz
świeży tymianek



Do tej potrawy użyłem włoskiego, ręcznie robionego makaronu le Orecchiette z mąki Semolina (z pszenicy durum). Niezwykła rzecz (do kupienia w sklepie z włoskimi rzeczami).

Kurki rozmroziłem podgrzewając je na patelni. Od razu pojawił się miły zapach lasu... Podlałem trochę oliwą i wrzuciłem na to drobno posiekaną szalotkę. Kiedy cebulka się zeszkliła wlałem białe wino i poczekałem aż prawie całkiem odparuje. Aromat, który się pojawił rozpalał żądze! Następnie zdjąłem patelnię z ognia by nieco przestygła i dodałem śmietanę. Bardzo nie chciałem by się zważyła. Wtedy jeszcze raz podgrzałem, dosmaczając wszystko pieprzem i solą.

W między czasie ugotowałem makaron i rozłożyłem w miseczkach. Na wierzch nałożyłem sporą ilość kurek i przybrałem gałązką tymianku. Polałem jeszcze całość kilkoma kroplami oliwy... Opcjonalnie na kurki i makaron można też zetrzeć trochę parmezanu. Moim zdaniem to bardzo dobre połączenie.


Byłem tak podekscytowany i zniecierpliwiony chęcią natychmiastowego zjedzenia ich, że nie zmieniłem nawet obiektywu do zdjęć. To są chyba pierwsze fotografie "rybim okiem" na tym blogu :-). Myślę, że niedługo zrobię jeszcze raz takie kurki. Użyję do ich fotografowania już innego obiektywu, więc może coś w tym wpisie jeszcze zmienię lub dodam...

A makaron z kurkami? Nieprawdopodobna pycha ;-)!

czwartek, 25 lutego 2010

Monsoonowy krem groszkowy


W centrum, przy Alejach Jerozolimskich mieści się kawiarnia Monsoon Cafe. Bardzo fajne miejsce. Genialna kawa i ciastka. Świetne sałatki. Wnętrze gustowne, przytulne ale nowoczesne, na ścianach wiszą piękne zdjęcia z motywami rosnącej w tropikach kawy (jedno z nich tak bardzo mi się podoba, że chyba spróbuję je odkupić... Mam w domu na nie idealne miejsce) i artystyczne zdjęcia modelek. Miłego klimatu dopełnia spokojna muzyka, którą słychać nawet już po wyjściu z knajpy, bo na zewnątrz, nad drzwiami wejściowymi, zamontowany jest bajerancki stary głośnik - super pomysł! Prawie codziennie, w przerwie w pracy, chodzimy tam z kumplem na znakomite i niebanalne obiady.


Niedawno jadłem w Monsoon'ie bardzo dobry krem z groszku z suszonymi pomidorami. Dostałem pozwolenie na umieszczenie przepisu na blogu ;-). Nie znam dokładnych składników i proporcji, więc na czuja spróbowałem go odtworzyć. 


Skład dla 2-4 osób:

2 puszki zielonego groszku
6-10 suszonych pomidorów z oleju lub oliwy
0.3 litra bulionu
oliwa z oliwek extra virgin
Kilka gałązek świeżego tymianku
sól, pieprz 


Bulion może być jakikolwiek. Oczywiście, najlepszy jest prawdziwy wywar z warzyw lub mięsa, albo wszystkiego na raz. W ostateczności, może też być zrobiony z kostki rosołowej czy, ostatnio bardzo modnej, Bulionetki (niby z naturalnych składników). Ja użyłem wywaru z warzyw.

Groszek odcedzam i miksuję z odrobiną wywaru (blenderem, czy Termomixem - co kto ma). Tak powstały gęsty krem dodaję do reszty bulionu i podgrzewam. Próbuję i dodaję odpowiednią ilość soli, najlepiej morskiej, i czarnego pieprzu, najlepiej świeżo mielonego.


Plastry pomidorów wyławiam ze słoika (kupuję je w moim ulubionym sklepie włoskim), kroję wzdłuż na wąskie paski i układam w małe stosiki na dnie misek. Delikatnie wlewam krem z groszku, tak by czubek pomidorowego stosiku wystawał ponad jego powierzchnię. Skrapiam wszystko oliwą i przybieram świeżymi listkami tymianku. Można również opcjonalnie dodać groszek ptysiowy albo płatki migdałów. Pasują idealnie!

Błyskawiczne, pożywne danie, wygląda super i jest przepyszne.

Pozdrowienia i podziękowania dla załogi Monsoona!

środa, 30 grudnia 2009

Sałata z vinaigrette'em sojowo-tymiankowym


Cały myk polega na tym, że wystarczy zrobić sos winegret. Sos ów przygotowuje się praktycznie tak samo jak każdy inny tego typu, ale z małymi wyjątkami...


Składniki na polanie sałaty dla 4 osób:

2 główki strzępiastej sałaty (może być też zwykła)
2 łyżki miodu
sok z jednej cytryny
2 łyżeczki musztardy
4 łyżki octu balsamicznego ciemnego
3 ząbki czosnku
oliwa z oliwek extra virgin (8 łyżek)
tymianek (łyżeczka, półtorej)
4-6 łyżek sosu sojowego


Liście sałaty myję, płuczę i suszę. Ja używam do suszenia takiej miski w której się kręci plastikowe sitko - genialne i szybkie urządzenie - ale można też mokre liście ułożyć na suszarce, czy ręcznikach papierowych. Sposób suszenia jest dowolny byle był skuteczny.



Przygotowanie sosu vinaigrette.
Ostatnio wpadłem na pomysł, żeby sos taki mieszać/mielić ręcznym blenderem, szczególnie wtedy kiedy dodaję do niego czosnek i jakieś zioła. Wszystko trwa błyskawicznie, sos staje się gęstszy, bardziej zwarty, bo się trochę napowietrza, a czosnek mieli się na jednolitą masę. Oczywiście też można to wymieszać ręcznie (szczególnie pamiętając, żeby oliwę dodać na samym końcu), ale dużo uwagi powinno się poświęcić by drobniutko posiekać czosnek, a zioła w moździerzu utrzeć w pył.

Tak więc, do wygodnej miski albo naczynia do ręcznego blendera, wyciskam sok z cytryny, dodaję balsamico, musztardę (używam sarepskiej) i miód. Obieram czosnek i w całości wrzucam do reszty. Wsypuję tymianek i wszystko miksuję. Następnie dodaję sos sojowy i znowu mieszam.

Takie sosy zawsze robię "na oko". Ciągle smakuję i dodaję w trakcie te składniki, których mi jeszcze brakuje. Jeśli więc, brakowało by w tym wypadku soli, to dodałbym jej lub wlał łyżkę sosu sojowego więcej. I spróbował ponownie!

Kiedy sos jest tak intensywny w smaku, jak chcę by był (biorąc małą poprawkę na to, że po dodaniu oliwy trochę złagodnieje), wlewam oliwę i jeszcze raz wszystko wymieszam przy użyciu blendera. Wkładam winegret na 15 minut do lodówki, by składniki się przegryzły. W tym czasie sałatę rwę na spore kawałki i wrzucam do dużej miski. Polewam wszytko sosem i przemieszawszy... radośnie pałaszuję ;-).



Sos sojowy i tymianek nadają sałacie delikatnego ziemisto-korzennego posmaku. Zupełnie niespodziewanego, zapewniam! Moim zdaniem zjawiskowe połączenie. Coś wspaniałego!

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Marynowana Sola w salsie kaparowo-oliwkowej


Danie to wymyśliłem próbując coś upichcić z tego co akurat miałem w lodówce. Jakiekolwiek podobieństwo do potraw z książek kucharskich jest przypadkowe.

Zamrożone filety Soli opłukuję w gorącej wodzie, osuszam i zalewam kilkoma łyżkami sosu Teriyaki w naczyniu, w którym ją upiekę. Wstawiam do lodówki na godzinę i od czasu do czasu będę obracał filety by z każdej strony się dobrze zamarynowały. Zamiast Soli można użyć jakiejkolwiek innej białej lub czerwonej nie-wędzonej ryby - pasuje genialnie do łososia. Sos Teriyaki jest świetnym dodatkiem do ryb. Wspaniale je marynuje, powoduje, że szybko kruszeją i są wystarczająco słone, tak że nie trzeba ich już dosalać. Poza tym nadaje mięsu dymnego, ziemnego posmaku, który uwielbiam. 

Kiedy Sola kruszeje w lodówce zajmuję się przygotowaniem salsy kaparowo-oliwkowej. Otwieram butelkę wytrawnego wina (białego lub czerwonego, w zależności od tego na jakie mam ochotę, bo na pewno nie ze względu na rybę). Włączam też piekarnik na 190 stopni Celsjusza, by zaczął się nagrzewać.


Składniki salsy na 4 porcje ryby:

75 gram oliwek zielonych
75 gram oliwek czarnych
100 gram kaparów
3 łodygi selera naciowego
2 mniejsze marchewki
1 czerwona papryka
1 papryczka chilli
6 ząbków czosnku
2 cebule albo 6-7 szalotek
2 małe pomidory
1 łyżka przecieru pomidorowego
1 łyżeczka: cząbru i tymianku
1/2 łyżeczki: estragonu, bazylii oraz słodkiej papryki
oliwa z oliwek extra virgin
pół kieliszka białego wina
czarny pieprz, sól morska





Wszystkie składniki salsy powinny być pokrojone dokładnie i jak najcieniej. Dzięki temu całość nabierze delikatnej konsystencji. Samo smażenie będzie stosunkowo krótkie, co sprawi, że wszystkie składniki będą w ustach wyczuwalne, jędrne i chrupkie, dając miły efekt świeżości.

Pomidory obieram ze skóry i wyjmuję z nich pestki. Obracam rybę. Cebulę (szalotki), selera, marchew, paprykę i pomidory kroję w drobną kosteczkę. Czosnek i papryczkę chilli jeszcze drobniej. Obracam rybę. Kapary lekko siekam, a oliwki kroję w krążki (tak po 3-4 plasterki na oliwkę). Można kupić już pocięte ale zazwyczaj są one trochę gorszej jakości, no i odbieramy sobie przyjemność z ich krojenia :-). Obracam rybę. Sprawdzam smak i aromat wina, czy aby nie skisło i czy nie jest korkowe... Nie jest. Wącham ponownie i biorę drugi łyk dla pewności. Uff! Wszystko OK. Odstawiam kieliszek nieopodal, w zasięgu ręki i zabieram się za pieczenie ryby.

Piekarnik już się nagrzał. Wyjmuję rybę z lodówki, odlewam do zlewu nadmiar nie potrzebnego już sosu Teriyaki z wodą z ryby, aczkolwiek zostawiam odrobinę go na dnie. Skrapiam filety oliwą i na 15-20 minut wkładam do piekarnika.

Cebulę, paprykę, marchew i selera wrzucam na dobrze rozgrzaną oliwę. Po dwóch minutach na patelnię wędrują również oliwki i kapary. Po dwóch następnych kolej na czosnek, chilli, zioła, sól, świeżo mielony pieprz i chlust białego wina. Czekam chwilę by się zredukowało i dorzucam pomidory oraz przecier. Kiedy wino, sok z pomidorów i przecier wyparują, a salsa zgęstnieje,  zdejmuję patelnię z gazu.

Rybę wyjmuję z piekarnika i układam na talerzu. Na wierzch filetu nakładam salsę. Dolewam wina do kieliszka...

Smacznego!

Moja Odyseja Kuliarna wzięła udział w konkursie na Bloga Roku 2009!

Salve!

Głosowanie zakończone.

Odyseja Kulinarna doszła do III etapu konkursu “Blog Roku 2009″! Wszystkim, którzy mnie wspierali i głosowali na ten blog, bardzo dziękuję!!! Cieszę się, że udało mi się przejść (dzięki Wam) tak daleko!

No i zapraszam wszystkich, rzecz jasna, do czytania...

Tymczasem..., borem, lasem ;-).