Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarny pieprz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarny pieprz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 lutego 2010

Krewetki bardzo klasyczne


Nic prostszego. Trzeba tylko mieć niezłe krewetki. Tak na prawdę, praktycznie nie możliwe jest kupienie w naszym kraju świeżych krewetek. Nie mamy ich prosto z morza, nie mamy ich na rybnych straganach. I już. Nie żyjemy przecież w Portugalii, w której to nigdzie nie sprzedaje się całkowicie obranych! Możemy pozwolić sobie tylko na mrożone. Czy będą w swoich pełnych chitynowych skorupkach, czy jedynie będą je miały na ogonkach, albo wcale - to nie ma znaczenia. W Polsce za to mamy prawdziwy biały ser (a nie jakąś odmianę bryndzo-fety), ogórki kiszone, kapustę kiszoną, kefir i dużo rodzajów śledzi. I cieszmy się z tego!

Jeśli mam ochotę na krewetki, to idę do supermarketu i je kupuję. Patrzę, czy nie wyglądają jak jednolita bryła różowego lodu. Jeśli są pojedynczo zamrożone, a do tego nie są całkiem obrane, to super! Kupuję..., tęskniąc za tymi świeżymi i szarymi z Portugalii, czy Chorwacji... ;-) 


Banalny przepis.
To jest wersja, kiedy krewetki smaży się dłużej niż krócej.


Składniki dla 2 osób:

1 kilogram krewetek tygrysich
2-3 szalotki
1-2 papryczki chilli
4-5 ząbków czosnku
1 duży kieliszek białego wina
ćwierć kostki masła
oliwa z oliwek extra virgin
świeżo zmielony pieprz, grubo ziarnista sól morska
garść natki pietruszki


Krewetki płuczę i odstawiam, by obciekły z wody. Siekam drobno szalotkę, a czosnek i chilli jeszcze drobniej. Masło z niewielką ilością oliwy (by nie spaliło się) porządnie rozgrzewam na patelni.

Wrzucam krewetki i smażę je na średnim ogniu przez 3 min. Wrzucam szalotkę (dla zagęszczenia sosu) i po minucie, dwóch dodaję chilli i czosnek. Jak krewetki się zrumienią, a szalotka zeszkli (pamiętając by nie przypalić czosnku), wlewam białe wino i czekam aż odparuje. W między czasie posypuję wszystko świeżo zmielonym pieprzem.

Kiedy wino odparuje, posypuję krewetki solą morską i po 15 sekundach zdejmuję z gazu i nakładam na głębsze talerze, czy do miseczek (wszak jest na dnie sporo aromatycznego masła, który jako sos będzie idealny do maczania w nim chrupiącej bagietki) i posypuję wszystko posiekaną natką pietruszki.


Wspaniałe. Ostrawe i aromatyczne. Krewetki nie wychodzą gumowate, tylko są soczyste, twardawe i jędrne. Uwielbiam jeść je palcami. Jeśli ktoś lubi, mimo konwencji nie dodawania do owoców morza pewnych składników, można je posypać parmezanem. Wydaje mi się, że smakują bardzo ciekawie. Kwestia smaku.

No i nie zapominajmy o bagietce i winie...

sobota, 19 grudnia 2009

Krakersy z Marmitem


Lubicie Marmite? Ja kocham Marmite! Ludzie się dzielą na tych, co go uwielbiają i nienawidzą (Love It or Hate It). Ta czarna, gęsta, lepka, słona i pachnąca (cuchnąca) wspaniałość (ohydna, smolista maź). Ekstrakt z drożdży Guinnessa. Ach, rarytas, mój cudowny smakołyk! Zgodzicie się ze mną? :-)

Czasami mam ochotę coś przegryźć. Szczególnie do piwa, kiedy jest późno. No i musi być to "snack" ;-)! Chipsy są pyszne ale koszmarnie niezdrowe i nie jadam ich wcale. Za to kocham zrobić sobie kilka(naście) wspaniałych chrupiących krakersów z Marmitem.



Robię je tak. 

Składniki (zagryzkowa porcja dla 4 piw): 

16 krakersów
Marmite
żółty ser
avocado
kolendra
czarny pieprz


Rozsmarowuję na krakersach (lubię Lajkonika "Karakersy Super") cienką warstwę tej aromatycznej ambrozji. Nakładam na nie pokrojony, w dopasowane do kształtu krakersów (przeważnie prostokąty) plasterki żółtego sera. Kroję w cienkie plasterki wcześniej pokrojone avocado (łyżką stołową zdejmuję skórkę) i układam je na serze. Następnie na każdym z krakersów kładę listek (lub dwa) kolendry. Wszystko posypuję świerzo zmielonym czarnym pieprzem.



Przekąska ta wspaniale pasuje do zimnego jasnego piwa. Pobudza apetyt i zachęca do dalszych smakowych rozkoszy. Ze Stout'em (np. moim ulubionym Guinnessem) nie smakuje już tak dobrze, bo piwo to, samo w sobie, ma już wystarczająco intensywny smak i nie gasi już tak tej słonawej eksplozji,... ale jest to tylko moje własne odczucie.

Boska przegryzka.

POLECAM!!!

Moja Odyseja Kuliarna wzięła udział w konkursie na Bloga Roku 2009!

Salve!

Głosowanie zakończone.

Odyseja Kulinarna doszła do III etapu konkursu “Blog Roku 2009″! Wszystkim, którzy mnie wspierali i głosowali na ten blog, bardzo dziękuję!!! Cieszę się, że udało mi się przejść (dzięki Wam) tak daleko!

No i zapraszam wszystkich, rzecz jasna, do czytania...

Tymczasem..., borem, lasem ;-).